Dzien na Syberii - РИМСКО-КАТОЛИЧЕСКАЯ РЕЛИГИОЗНАЯ ОРГАНИЗАЦИЯ «СВЯТЫХ КИРИЛЛА И МЕФОДИЯ», ГОРОДА БРАТСК

Перейти к контенту

Dzien na Syberii

ССЫЛКИ > Publications
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
 
Drodzy Przyjaciele naszej Parafii na dalekiej Syberii. Dziele się z Wami moimi wspomnieniami z poslugi duszpasterskiej w miescie Bratsk. Parafia wielkoscia jak pol Polski. Mamy jeden kosciol pod wezwaniem Swietych Cyryla i Metodego. Na Syberii jestem od 17 lat. Wiele się w tym okresie wydazylo w moim zyciu. Wielu wspanialych ludzi spotkalem. Luzne kartki i rozrzucone zapiski zbieram ostatnio w jedna calosc. Może na starosc napisze jakas ksiazke. Oto fragmenty tego co doswiadczylem. To sa notatki z pierwszych lat pobytu w Rosji. Pierwsze lata mają to do siebie ze sa najbardziej zapamietane. Polecam się Waszym modlitwom, by kolejne lata były również owocne i pelne laski Bozej.
 
Z darem modlitwy o. Tomasz CMF – misjonasz klaretyn
 
Kartki z pamietnika Sybiraka.
   
Krasnojarsk 2002-11-27 /środa/
 
Wstałem jak zawsze o 6:00. Ciężko było wstać z łóżka, oj jeszcze by się pospało! Za oknem ciemnosci egipskie. Jednak, trzeba z Bogiem zacząć dzień. Idę do kaplicy – mały pokoik – siadam i w milczeniu zanoszę do Boga modlitwę. Potrzeba mocy z wysoka, by przetrwać zimno, codzienny trud, wreszcie by wzrastać w wierze. O 7:00 przychodzą współbracia, wspólnie odmawiamy Jutrznię. Po modlitwach, proboszcz Parafii w Krasnojarsku, ojciec Dariusz oznajmił mi, że jedzie na pogrzeb, do wioski Syry, 200km od Krasnojarska na poł.- zach. Za oknem -20, a jeszcze wczoraj było +1!! Zima się rozkreca Wszystko zamarzło na kość. Warunki ciężki. Samemu jechać w taką drogę, trudno! Komórki nie działają. Tracą zasięg. Jedynie w wielkich miastach można z nich korzystać. Po drodze na palcach jednej reki policzysz miejscowosci! Taka wyprawa wymaga wielkiej wiary i odwagi! O 8:30 po śniadaniu, jedziemy. Droga czysta, tzn. jest lód! Dosłownie szklanka! Przed nami przeprawa przez góry, wysokość do 1000m npm. Przy wyjeździe z miasta, pytamy patrol milicji czy dojedziemy. Mówią, że tak. Trzeba im wierzyć. A co będzie, jeśli nie dojedziemy na czas? Pytam o. Darka (pracuje tu już 10 lat!) Pochowają sami. Jak to sami. No u nich „eta normalna”. Tak zawsze chowali ludzi. Nieraz trafiła się jakaś pobożna babuszka, to pomodliła się nad zmarłym. Musieli sobie jakoś radzić bez księdza. Wywiązuje się dyskusja, i dowiaduję się, że nawet takie babuszki chrzciły dzieci, prowadziły modlitwy, jednym słowem zastępowały księdza. Dzięki nim wiara ostała się na tych terenach. Święte kobiety.
 
Tereny, przez które przejeżdżamy są fantastyczne. Góry, rzeka Jenisiej w dole. Mgła, wschodzące słońce. Wspaniałe kaniony. Szkoda, że tak mało czasu. Zrobiłbym trochę zdjęć. Darek obiecuje, że jeszcze tu kiedyś przyjedziemy. Przeraźliwie zimno. Zatrzymujemy się na stacji benzynowej, nie można otworzyć korka wlewowego. Zamarzł! Wreszcie udało się. Patrzę na termometr – 25! Ciągnie od wody. Mowi Darek. Przewiewa kurtkę. Śnieg trzeszczy pod nogami. Dobrze, że ubrałem kalesony i wziąłem gruby sweter.
 
No takiej zimy to jak długo żyję już dawno nie widziałem. Droga bielutka! Dobrze, że mamy szypy. (To sa takie kolce w oponach) Po bokach zaspy na metr wysokie. Nieźle! A my jedziemy, to w górę, to w dół. Widoki są przewspaniałe! Oto Syberia.
 
Przekraczamy rzeke Jenisiej, równolegle do potężnej elektrowni wodnej w miescie Diwnogorsk. Całe miasteczko tu powstało, wraz z jej wybudowaniem. Kilometr szeroka, 180 metrów wysoka, a teren zalewowy ciągnie się na 500km!!! Nasza zapora w Pieninach to pestka! Statki by przeprawić się przez zaporę, są wciągane po pochylni. Nieźle to wyglada. Robi wrazenie!.
 
Zmienia sie krajobraz, coraz mniej lasów, zaczyna się otwarta, pagórkowata przestrzeń. To jeszcze nie step. To faza przejściowa. Jedziemy na południe, tu Syberia przeradza się w step. Czyli krainę zwaną - Chakasja! Równina porośnięta trawami i wszystko! Jak spotkasz człowieka, toś szczęśliwy.
 
Po czterech godzinach dojechaliśmy na miejsce. Może pięć miejscowości minęliśmy po drodze! Wioska typowo syberyjska. Drewniane domki. Wszystko zasypane śniegiem. Droga odśnieżona. Przejechał pług. Wchodzimy do domu pogrzebowego. Zebrali się ludzie, jest rodzina. Zmarła miała 45 lat, zamarzła. Troszkę popijała alkohol. Tragiczna śmierć. Mieszkała sama, była wdową. W jej mieszkaniu odprawialiśmy Msze Św. Katolików tu niewielu, ale na Syberii wiary nie przelicza sie na cyfry. Tu jest inaczej. Istny pierwotny kościół. Nie koliczestwo a kaczestwo. (Nie liczy się ilość, ale JAKOŚĆ) Tu spogląda się głęboko w serce człowieka! Tam jest ukryta prawda!
 
Prawie dwie godziny modliliśmy się za zmarłą. Całe obrzędy pogrzebowe, i różaniec w domu. Potem rodzina żegnała się z nią. Trochę to trwało. Tu jednak nikt się nie spieszy. Bo i gdzie i dokąd. W między czasie przygotowano „karawan”. Ciężarówka, przystrojona dywanami.
 
Wynoszą z domu. Jeszcze pożegnanie na podwórku. Trumna oczywiście otwarta. Znów czekanie. Zaczynam marznąć w nogi. Podziwiam tutejszą ludność! Ale twardziele! Niektórzy bez rękawiczek! Kurzą machorkę. Pierwszy raz widziałem papierosa wykonanego z gazety. Nieźle się kopcił.
 
Wkładają trumne na ciężarówkę, rodzina wsiada tam również. Wieje, zimno straszne, a oni na odkrytej ciężarówce! Rusza procesja. Na początku procesji koń ciągnący sanie a z nich dwóch facetów rzuca gałązki choinki. Taki tu zwyczaj. Znaczy się ostatnią drogę zmarłego. (Jeśli umiera ktos bogaty to rzucane sa kwiaty. Roze lub gwozdziki. Trzeba podkreslic kwiaty sa bardzo drogie na Syberii) Za nimi ludzie z wieńcami. Wszystkie są plastikowe. Żaden kwiatek nie wytrzyma takich mrozów. Potem idzie dwóch mężczyzn i niosą wieko trumny. Wygląda to zabawnie. Włożyli je sobie na głowy, tak jak się nosi łódkę, maszerują. Za nimi jedzie „karawan”, no i ludzie. Przechodzimy całą wioskę, i po 20 minutach przybywamy ma cmentarz. Krótki obrzęd przy grobie, jeszcze pożegnanie z rodziną, i zamknięcie trumny. Złożenie do grobu i zasypanie. Składamy kondolencje rodzinie. Są szczęśliwi, że dotarliśmy na pogrzeb. Zapraszają na stypę. Nie mamy czasu, chcemy w miarę wcześnie dojechać do domu. Dni się robia krotkie.
 
Wracamy. Jest 16:00. Dopompowanie kół i wyjazd. Po drodze w jednej z wiosek dzwonimy z poczty do domu. Nie martwcie się wszystko jest OK! Wracamy do domy, będziemy ok. 20:00
 
Burczy mi w brzuch. Od śniadania nic nie jedliśmy. Zatrzymujemy się w przydrożnym barze. Nawet jest ekstra. Jak nasze polski. Mały budyneczek i smaczne jedzono. Zamawiamy „pielemienie” na bulionie, tzn. potrawę podobną do naszych uszek wigilijnych. To tradycyjne rosyjskie jedzenie. Jako farsz stosują wieprzowinę, baraninę i wołowinę. Porcje śledzi i „paparotnik” – roślina trochę w smaku podobna do naszej strąkowej fasoli. Popijamy wszystko ciepłą herbatą i jedziemy dalej.
 
Pogoda trochę się popsuła. Sypie śniegiem. Lecz przed 20:00 dotarliśmy na miejsce. Jem lekką kolacyjkę wraz ze wspólnotą Fokolare. To świeccy i księża, którzy żyją w jednej wspólnocie. Zjechali się do nas z całej Rosji, na spotkanie. Dzielimy się wiarą, swoimi doświadczeniami. Bariera językowa nie przeszkadza. Przeważnie wszyscy znają rosyjski. Są tu Niemcy (trochę odkurzyłem niemiecki), amerykanka, węgierka, Polacy, Rosjanie. Miło płynie czas. O 23:00 rozchodzimy się, pozostało posprzątać po biesiadzie. Myję naczynia, lubię to zajęcie.
 
Dochodzi 24:00 idę do SZEFA, w ciszy, zmęczony z głową pełna wrażeń oddaję Mu dzień!
 
1:00 wygodnie wciskam się w poduszkę, za oknem szaleje zima, a u mnie w pokoiku +20! Nie przegrzewam się! Muszę się hartować! W zdrowym ciele zdrowy duch. Spokojnie zasypiam, by jutro wstać o 6:00.
© 2014 Римско-Католическая Религиозная Организация «Святых Кирилла и Мефодия», г. Братск
/ОГРН 1033800001256/ 665717 Братск, ул. Янгеля 105А, тел. +7 (3953) 44-34-97; +7 9643529179
Назад к содержимому